blog   -  Nowe proporcje, znajome klasyki. Trendy jesień-zima 2026/27

Nowe proporcje, znajome klasyki. Trendy jesień-zima 2026/27

Słowo trend bywa dziś używane tak często, że łatwo sprowadzić je do tego, co w danym momencie pojawia się na wybiegach, w mediach społecznościowych czy na ulicach największych miast. Tymczasem moda rzadko zmienia się bez powodu. To, co zaczynamy nosić, kolory, po które sięgamy, proporcje sylwetki, które nagle wydają się interesujące, a nawet powrót rzeczy dobrze znanych z przeszłości są częścią znacznie większego obrazu.

Trendy są w pewnym sensie zapisem czasu. Reagują na zmianę stylu życia, nastroje społeczne, kulturę, ekonomię i nasze potrzeby. Dlatego ich prognozowanie zaczyna się dużo wcześniej niż w momencie, kiedy dana rzecz pojawia się na wybiegu. Obserwuje się pierwsze sygnały, zachowania konsumentów, zmiany estetyczne i to, w jaki sposób ewoluuje nasze podejście do ubrań. Dopiero później te zjawiska zaczynają przyjmować konkretną formę – koloru, fasonu, materiału czy charakterystycznej sylwetki.

Jesień-zima 2026/27 jest pod tym względem szczególnie interesująca.

Zamiast gwałtownego zwrotu w stronę jednej dominującej estetyki obserwujemy dalsze przetwarzanie rzeczy, które już znamy. Moda wraca do własnego archiwum, ale nie po to, by wiernie odtwarzać przeszłość. Znane elementy otrzymują inne proporcje, zestawienia i kontekst. Inspiracje latami 90. przybierają dziś bardziej współczesną formę. Klasyczny garnitur ponownie staje się polem do eksperymentowania z sylwetką. A kolory takie jak szarość czy burgund pokazują, jak wiele może wydarzyć się w pozornie spokojnej palecie.

Jest w tym również wyraźny zwrot ku ubraniom, które mają pozostać aktualne dłużej niż przez jeden sezon. Marynarka, garnitur czy trencz nie są przecież nowymi pomysłami. Ich znaczenie zmienia się poprzez konstrukcję, sposób noszenia i proporcje. Raz talia zostaje mocno zaznaczona, innym razem przesuwa się niżej. To właśnie takie niewielkie zmiany sprawiają, że dobrze znana rzecz nagle wygląda współcześnie.

Dlatego trendów nie traktujemy jak instrukcji mówiącej, co należy kupić i nosić przez najbliższe pół roku. Znacznie ciekawiej jest spojrzeć na nie jak na wskazówki pokazujące, w którą stronę przesuwa się moda i dlaczego właśnie teraz. Spośród wielu kierunków sezonu jesień-zima 2026/27 wybraliśmy te, które są nam szczególnie bliskie i które odnajdziecie również w nadchodzącej kolekcji rêver. Niektóre są powrotem do przeszłości, inne zmianą proporcji rzeczy obecnych w garderobie od dekad. Wszystkie łączy jedno – trudno traktować je wyłącznie jako chwilową modę.

 

Calvin Klein, Gucci, Saint Laurent (źródło Pinterest)

Lata 90. – dekada, która wciąż inspiruje

Są dekady, które moda przypomina sobie na chwilę, i takie, których właściwie nigdy do końca nie opuszcza. Lata 90. zdecydowanie należą do tej drugiej kategorii. Ich wpływ od kilku sezonów pozostaje widoczny, ale jesienią i zimą 2026/27 nabiera nieco innego charakteru. 

Co ciekawe, nie istnieje jedna estetyka lat 90. To dekada pełna kontrastów. Z jednej strony minimalizm, proste sukienki, oszczędna paleta kolorów i garderoba Carolyn Bessette-Kennedy, która trzy dekady później nadal pozostaje jednym z najczęściej przywoływanych punktów odniesienia. Z drugiej – zdecydowanie bardziej sensualna moda końca dekady, perfekcyjnie skrojone garnitury i kobieca sylwetka spod znaku Toma Forda w Gucci. Pomiędzy nimi mieści się jeszcze jeden ważny kod tamtych lat: garderoba biurowa. Ołówkowa spódnica midi, dopasowana marynarka, koszula i garnitur tworzyły w latach 90. obraz kobiety ubranej formalnie, ale jednocześnie bardzo świadomej własnej sylwetki. Dziś ten język powraca, choć w znacznie mniej korporacyjnym wydaniu. Właśnie pomiędzy tymi różnymi biegunami porusza się wiele współczesnych interpretacji lat 90.

 

Ich aktualność nie polega więc na odtwarzaniu konkretnych stylizacji. Znacznie ważniejsze są proporcje i sposób zestawiania rzeczy. Ubranie może być proste, ale jego linia jest bardzo świadoma. Marynarka ponownie znajduje się bliżej ciała, spodnie zmieniają wysokość talii, koszula staje się bardziej miękka, a garnitur czy ołówkowa spódnica przestają być traktowane wyłącznie jako element formalnego dress code’u. Po latach dominacji oversize’u samo ponowne zaznaczenie sylwetki wystarcza, żeby dobrze znane ubrania nabrały zupełnie nowego charakteru.

Być może właśnie dlatego lata 90. tak dobrze odnajdują się również dzisiaj. Zamiast proponować kompletny look, zostawiają przestrzeń na własną interpretację. I to będzie jeden z ważniejszych punktów odniesienia nadchodzącego sezonu. Nie jest to nostalgia dla samej nostalgii, lecz powrót do garderoby, w której o efekcie decydują przede wszystkim forma, proporcja i sposób noszenia.

 

Stella McCartney, Dior, Jacquemus (źródło Pinterest) 

 

Talia w centrum uwagi

Przez ostatnie lata jednym z najmocniejszych kierunków w modzie była objętość. Marynarki rosły w ramionach, płaszcze odsuwały się od ciała, a szerokie spodnie i swobodne formy stopniowo zmieniały nasze przyzwyczajenia dotyczące proporcji. Jesień-zima 2026/27 nie przynosi nagłego końca oversize’u, ale wyraźnie pokazuje coś nowego. Projektanci ponownie zaczynają interesować się talią i tym, w jaki sposób ubranie może budować sylwetkę. To jedna z tych zmian, które początkowo wydają się detalem konstrukcyjnym, a w rzeczywistości potrafią zmienić wygląd całej garderoby. W sezonowych podsumowaniach szczególnie widoczny jest powrót rzeźbiarskiego krawiectwa, modelowanych linii i baskinki, która ponownie skupia uwagę właśnie wokół talii. 

Nie chodzi jednak o powrót do bardzo obcisłych ubrań ani o jedną obowiązującą figurę. Nowa talia jest raczej kwestią proporcji niż dopasowania. Czasem zostaje zaznaczona precyzyjnym cięciem marynarki, innym razem paskiem, konstrukcją płaszcza albo dodatkową objętością pojawiającą się tuż poniżej niej. Szczególnie interesująco wygląda powrót baskinki: u Stelli McCartney przyjmuje miękką, niemal płynną formę, a Jonathan Anderson w Diorze wykorzystuje ją znacznie bardziej przestrzennie, przesuwając ciężar sylwetki w okolice talii i bioder. Ten sam pomysł zostaje więc przełożony na zupełnie różne języki projektowe. 

To istotna zmiana również dlatego, że przywraca znaczenie samego kroju.

Prosta marynarka może wyglądać zupełnie inaczej, kiedy jej linia zwęża się w talii. Podobnie płaszcz czy żakiet nie potrzebują wielu dekoracyjnych elementów, jeśli charakter nadają im odpowiednio poprowadzone proporcje. W tym sensie powrót talii wpisuje się w szersze zainteresowanie tailoringiem widoczne w kolekcjach na jesień 2026. Klasyczne elementy garderoby pozostają znajome, ale projektanci ponownie eksperymentują z ich konstrukcją i sposobem układania się na ciele. 

Najciekawsze jest jednak to, że sezon 2026/27 nie próbuje zastąpić jednej sylwetki drugą. Obok mocniej zaznaczonej talii nadal pojawiają się szerokie ramiona, przeskalowane formy czy obniżona linia bioder. Moda zaczyna raczej odzyskiwać coś, czego przez okres dominacji oversize’u było mniej: możliwość świadomego manipulowania proporcjami ciała. I być może właśnie dlatego taliowana marynarka czy płaszcz zaczynają dziś wyglądać świeżo. Pomimo, że nie są czymś nowym, to po latach swobodnych, odsuniętych od ciała form ponownie zmienia się punkt, wokół którego budowana jest sylwetka.

 

Givenchy, Saint Laurent, Victoria Beckham (źródło Pinterest) 

 

Garnitur na nowych zasadach

Garnitur należy do tych elementów garderoby, które właściwie nigdy nie znikają z wybiegów. Zmienia się natomiast sposób, w jaki projektanci go interpretują. I to właśnie te niewielkie przesunięcia najlepiej pokazują, w jakim kierunku zmierza moda. Jesienią i zimą 2026/27 garnitur ponownie zajmuje bardzo ważne miejsce, ale nie funkcjonuje już wyłącznie jako symbol formalności czy zapożyczenie z męskiej garderoby. Tailoring staje się narzędziem do budowania kobiecej sylwetki, a projektanci coraz swobodniej operują jego proporcjami. Vogue mówi wręcz o updated lady – nowym podejściu do garnituru, w którym klasyczne krawiectwo zyskuje bardziej rzeźbiarską formę i swobodę. 

Najbardziej czytelnym przykładem jest Saint Laurent. Anthony Vaccarello otworzył pokaz serią ciemnych garniturów, nawiązując jednocześnie do sześćdziesiątej rocznicy Le Smoking – jednego z najważniejszych projektów w historii domu mody. Tym razem marynarki mają łagodniejszą linię ramion, konstrukcja jest lżejsza, a sam garnitur, choć niezwykle precyzyjny, nie sprawia wrażenia sztywnego. To ważne, bo przez długi czas współczesny garnitur był niemal synonimem oversize’u: duża marynarka, szerokie ramiona, obszerne spodnie.

AW 2026/27 pokazuje znacznie więcej możliwości.

Obok luźnych form pojawiają się marynarki bliższe ciału, mocniej zarysowana talia, wydłużone linie oraz spodnie o różnych szerokościach. Nie ma jednej obowiązującej wersji garnituru. Jest za to wyraźny powrót zainteresowania konstrukcją. Tym, gdzie znajduje się ramię, jak marynarka układa się w talii i gdzie kończy się jej linia. ELLE wskazuje właśnie modern tailoring jako jeden z istotnych kierunków sezonu, podkreślając, że projektanci nie tyle przywracają klasyczny garnitur, ile ponownie eksperymentują z jego formą. 

Być może dlatego garnitur znów wydaje się tak aktualny. Nie potrzebuje już konkretnego kontekstu ani okazji, żeby uzasadnić swoją obecność w garderobie. Marynarka i spodnie mogą funkcjonować razem, ale równie dobrze osobno; zestawione z koszulą zachowują swoją bardziej uporządkowaną stronę, a noszone na nagie ciało czy z prostym topem całkowicie zmieniają charakter. W sezonie jesień-zima 2026/27 siła garnituru nie wynika więc z jego formalności. Wynika z czegoś znacznie bardziej podstawowego – z dobrego kroju, proporcji i możliwości budowania za jego pomocą bardzo różnych wersji kobiecej sylwetki.

 

Tory Burch, Tom Ford, Chanel (źródło Pinterest) 

Obniżona linia talii – gra proporcjami

Przez wiele sezonów wysoka talia była niemal oczywistym punktem wyjścia przy projektowaniu spodni i spódnic. Teraz ten punkt zaczyna się przesuwać. Linia talii schodzi niżej, w stronę bioder, zmieniając proporcje całej sylwetki. Nie zawsze oznacza to jednak dosłowny powrót biodrówek znanych z początku lat 2000. W kolekcjach na 2026 rok obniżona talia pojawia się również w znacznie bardziej wyrafinowanym wydaniu: w wydłużonych gorsetowych konstrukcjach, spódnicach zaczynających się poniżej naturalnej talii czy sukienkach, których linia dopiero na wysokości bioder przechodzi w bardziej rozbudowany dół. British Vogue zwraca uwagę, że właśnie taka wersja drop waist może należeć do najbardziej eleganckich interpretacji niskiej talii. 

Jesienią ten eksperyment z proporcjami staje się jeszcze bardziej widoczny.

Chanel sięga do własnego archiwum i charakterystycznych dla lat 20. sylwetek o obniżonej talii, budując długi tułów i przesuwając ciężar ubrania znacznie niżej. Z kolei u Toma Forda Haider Ackermann wybiera zupełnie inną drogę: szerokie czarne spodnie opadają nisko na biodra, a asymetrycznie poprowadzony pasek dodatkowo podkreśla ich niemal nonszalancką linię. Dwa bardzo różne pomysły prowadzą więc do podobnego rezultatu – zmiany miejsca, w którym nasze oko odczytuje proporcje ciała.

I właśnie tutaj obniżona talia staje się czymś ciekawszym niż kolejny powrót trendu sprzed dwóch dekad. Jej znaczenie nie polega wyłącznie na tym, że spodnie znów można nosić niżej. Zmienia się cała geometria ubrania. Tułów optycznie się wydłuża, biodra stają się ważniejszym punktem sylwetki, a spódnica czy spodnie zaczynają układać się zupełnie inaczej niż przy mocno zaznaczonej wysokiej talii.

 

Paradoksalnie ten trend bardzo dobrze współistnieje z opisanym wcześniej powrotem taliowanych ubrań. Jedne projekty wyraźnie zaznaczają naturalną talię, inne celowo przesuwają ją niżej. Wspólnym mianownikiem jest zainteresowanie proporcją. Po okresie, w którym wiele sylwetek budowano przede wszystkim za pomocą objętości i oversize’u, projektanci ponownie zwracają uwagę na to, gdzie ubranie przecina ciało i jak nawet kilka centymetrów różnicy potrafi zmienić jego odbiór. I być może właśnie to, bardziej niż sam „niski stan”, jest najważniejszą informacją płynącą z tego trendu.

 

Burberry, Akris, Balenciaga (źródło Pinterest) 

 

Burgund i cała paleta odcieni

Niektóre kolory pojawiają się w modzie jako sezonowy akcent, inne z czasem zaczynają funkcjonować niemal jak część podstawowej palety. Burgund zdecydowanie zmierza w tę drugą stronę. Po kilku sezonach dominacji brązów, czekolady i głębokich czerwieni, jesień-zima 2026/27 przynosi jeszcze ciemniejsze, bardziej nasycone odcienie wina. Co istotne, nie są one traktowane wyłącznie jako sposób na dodanie koloru do stylizacji. Bordo coraz częściej zajmuje miejsce, które zwykle rezerwujemy dla czerni, granatu czy ciemnego brązu. Pojawia się na dużych powierzchniach i w elementach budujących całą sylwetkę. W prognozach kolorystycznych dla AW26/27 właśnie winne odcienie wskazywane są jako jeden z istotnych kierunków sezonu. 

To ważna zmiana również dlatego, że burgund ma w sobie coś, czego nie daje klasyczna czerwień. Jest mniej jednoznaczny, spokojniejszy i znacznie łatwiejszy do wpisania w codzienną garderobę. Dobrze wygląda przy szarości, czerni i czekoladowym brązie, ale ciekawie działa też zestawiony tonalnie – kiedy kilka zbliżonych odcieni pojawia się w jednej stylizacji. Dzięki swojej głębi potrafi podkreślić konstrukcję ubrania, nie konkurując z nią o uwagę.

 

I chyba właśnie w ten sposób warto patrzeć na burgund w nadchodzącym sezonie: nie jak na „modny kolor jesieni”, ale jak na alternatywę dla dobrze znanych ciemnych neutralnych barw. W płaszczu, garniturze, spódnicy czy sukience daje podobne poczucie ponadczasowości co czerń, ale efekt jest cieplejszy i mniej oczywisty. To jeden z tych trendów, które można wprowadzić do garderoby bez zmieniania całego sposobu ubierania. Wystarczy zamienić kolor.

 

Victoria Beckham, Bottega Veneta, Victoria Beckham (źródło Pinterest) 

 

Szarość w roli głównej

Szarość ma szczególną pozycję w modzie. Jest obecna właściwie zawsze, ale co jakiś czas przestaje być jedynie tłem i staje się jednym z kolorów definiujących sezon. Jesienią i zimą 2026/27 dzieje się właśnie to. Od jasnego melanżu, przez chłodne odcienie stali, aż po głęboki antracyt – projektanci wykorzystują ją nie jako bezpieczny dodatek do czerni, lecz jako podstawę całych sylwetek. To kierunek widoczny już wcześniej, który w 2026 roku wyraźnie nabiera znaczenia. Vogue France zwraca uwagę na szarość jako coraz mocniejszą alternatywę dla czerni. 

Jej powrót dobrze wpisuje się też w szerszą zmianę sposobu myślenia o garderobie. Po okresie bardzo wyraźnych estetyk i szybko następujących po sobie mikrotrendów ponownie rośnie znaczenie rzeczy, których charakter wynika przede wszystkim z kroju, materiału i proporcji. Szarość jest dla nich niemal idealnym tłem. W garniturze pozwala mocniej zobaczyć linię ramion i talii, w płaszczu – konstrukcję i objętość, a w miękkiej dzianinie podkreśla fakturę materiału. Prognozy AW26/27 wskazują wręcz na monochromatyczne grey on grey jako jeden z kierunków stylizacyjnych sezonu. 

 

Ciekawe jest również to, jak bardzo zmieniły się skojarzenia z tym kolorem. Szary garnitur, ołówkowa spódnica czy wełniany płaszcz mają swoje korzenie w klasycznej garderobie biurowej, ale dziś ten kod jest wykorzystywany znacznie swobodniej. Współczesny office look nie oznacza już uniformu. Elementy formalnej garderoby są rozpinane, warstwowane, noszone z miękkimi dzianinami albo zestawiane ze sobą tonalnie. Szarość pozwala zachować ich dyscyplinę, jednocześnie odbierając im część korporacyjnej dosłowności.

Być może dlatego właśnie teraz wydaje się tak aktualna. Nie próbuje przyciągać uwagi samym kolorem, tylko kieruje ją na ubranie. A w sezonie, w którym tak dużo dzieje się wokół konstrukcji, powrotu tailoringu i ponownego definiowania kobiecej sylwetki, okazuje się jednym z najbardziej naturalnych wyborów.

 

Burberry, The Row, Sportmax (źródło Pinterest)

 

Trencz – klasyka poddana reinterpretacji

Nie wszystko, co pojawia się na wybiegach, musi być nowe, żeby powiedzieć coś o kierunku, w którym zmierza moda. Czasem znacznie ciekawsze jest obserwowanie tego, jak projektanci wracają do rzeczy obecnych w garderobie od dekad i zmieniają zaledwie kilka elementów, by nadać im zupełnie współczesny charakter. Jesień-zima 2026/27 przynosi wiele takich przykładów, a jednym z najbardziej czytelnych jest trencz. Nie można powiedzieć, że wraca – bo właściwie nigdy nie zniknął. Zmienia się natomiast sposób, w jaki projektanci interpretują jego dobrze znaną konstrukcję.

Najlepiej widać to oczywiście w Burberry, dla którego trencz jest jednym z najważniejszych elementów DNA marki. W sezonie AW 2026/27 Daniel Lee ponownie wykorzystuje go jako punkt wyjścia, ale nie ogranicza się do klasycznego beżowego płaszcza. Pojawiają się różne długości, materiały i sposoby budowania objętości, a dobrze znane elementy – pasek, kołnierz, pagony czy dwurzędowe zapięcie – stają się podstawą do eksperymentowania z proporcjami. W efekcie trencz pozostaje natychmiast rozpoznawalny, choć jego charakter potrafi zmienić się całkowicie.

To właśnie proporcja wydaje się tutaj najważniejsza i jednocześnie łączy trencz z innymi tendencjami tego sezonu. Raz płaszcz jest długi i obszerny, innym razem mocniej zebrany paskiem i bliższy ciału. Linia ramion może być przeskalowana, talia wyraźnie zaznaczona, a długość niemal sięgać ziemi. Klasyczny element garderoby zaczyna więc uczestniczyć w tej samej rozmowie o sylwetce, którą obserwujemy przy marynarkach, garniturach czy sukienkach. Nie zmienia się jego podstawowa funkcja – zmienia się sposób, w jaki buduje ciało i całą stylizację.

Jest w tym coś charakterystycznego dla współczesnego podejścia do klasyki.

Coraz mniej interesuje nas odtwarzanie jej w najbardziej zachowawczej wersji, a coraz bardziej możliwość nadania jej własnego charakteru. Trencz może być noszony na garnitur i zachować swoją elegancję, ale równie dobrze może pojawić się z ołówkową spódnicą, dzianiną czy wieczorową sukienką. Zapięty i mocno przewiązany paskiem podkreśli talię; pozostawiony otwarty stworzy długą, swobodną linię. Jeden fason może więc poruszać się pomiędzy kilkoma estetykami bez utraty swojej tożsamości.

Być może właśnie dlatego trencz jest ciekawszy jako symbol szerszego zwrotu ku klasykom niż jako kolejny sezonowy trend. W świecie, w którym nowe estetyki pojawiają się i znikają w coraz szybszym tempie, szczególnej wartości nabierają ubrania, które nie wymagają ciągłego wymyślania od początku. Wystarczy zmienić proporcje, materiał czy sposób stylizacji, żeby rzecz znana od dziesięcioleci ponownie wyglądała aktualnie. AW 2026/27 przypomina więc nie tyle o powrocie trencza, ile o sile dobrze zaprojektowanych klasyków – i o tym, że ich największą zaletą jest właśnie zdolność do ciągłej reinterpretacji.

 

 

 

AUTOR: Monika Brzezina-Adamczyk

Odkryj modowe inspiracje co tydzień i odbierz voucher 20 zł na pierwsze zakupy 🖤

Klikając „zapisz” wyrażam chęć zapisu do newslettera, w celu otrzymywania informacji marketingowych o promocjach, kodach rabatowych i najnowszych produktach sklepu. Wiem, że zgodę w każdej chwili mogę odwołać.
Administratorem Twoich danych osobowych jest Sabina Hajdo-Piórek działająca pod firmą rêver Sabina Hajdo-Piórek NIP: 8691960639, REGON: 362688622